Dostaliśmy zgłoszenie o szczeniaku wyrzuconym do kontenera i przysypanym gruzem i starszej wychudzonej suczce biegającej dookoła. Piątek wieczór, paskudna pogoda, ale kto by usiedział w ciepełku na taki sygnał. Dla nas to był alarm. Niezawodna Aneta była u mnie już po chwili. Zapakowałyśmy co tam mogłoby się przydać i w drogę.

Wieś, duży budynek z mieszkaniami socjalnymi, a na tyłach feralne kontenery. Na szczęście szczeniak nie musiał na nas czekać, ze śmietnika wyciągnęły go wcześniej dzieci. Za pomoc udzieloną psiakowi zostały skrzyczane przez właściciela psów. Psy pan zamknął w mieszkaniu. Dowiedziałyśmy się, że pan z kolegą właśnie obalają kolejną flaszeczkę i lepiej im nie wchodzić w paradę, że to bandziory i coś nam zrobią. Takie odważne nie jesteśmy, żeby szarżować na bandziorów i liczyć na wsparcie gromady dzieci i jednej pani, której los psów też nie był obojętny. Zadzwoniłyśmy do policji z prośbą o asystę. Trochę to trwało, więc wpakowaliśmy się wszyscy do auta Anety. Upchnięci jak śledzie, zjednoczeni troską o zwierzaki zaczęliśmy rozmawiać. Opowieści były przerażające, psy głodzone, zamknięte całymi tygodniami, pozbawione wody, żeby nie sikały. Kiedy usłyszałyśmy o incydentach z rzucaniem o ścianę, na szczęście przyjechał już radiowóz. Policjanci wcale nie byli zdziwieni, że bałyśmy się same tam wchodzić. Doskonale znali „wesołe” towarzystwo.

Właściciel już był sam i nieźle ubzdryngolony, co skutkowało pozytywnym nastawieniem do świata. Pieska, owszem, chce się pozbyć, szczeniaka, bo go denerwuje. Do jakiegokolwiek krzywdzenia oczywiście się nie przyznaje, kocha zwierzątka (łzy), karmi je lepiej niż siebie i bierze do łóżka. Policji te wyjaśnienia wystarczyły, dzieci nawet nie chcieli wysłuchać. Dla nas sprawa była jasna, psy żyją w ciągłym zagrożeniu. Właściciel bez wahania podpisał zrzeczenie się młodziutkiej i żywiołowej Majki. Ze starszą sunią Alutką pojawił się problem. Sunia należy do konkubiny, która aktualnie uciekła, ale wróci jak będzie pies. Jak go zabraknie, to nie będzie miała po co wracać. Pomoc przyszła ze strony postępu technologii… pan miał komórkę! A w komórce numer konkubiny. Pani trzeźwa i skruszona: no tak ona szybko nie wróci, tak psy nie mogą być z konkubentem, tak ona się zrzeka i daje krzyżyk na drogę Alutce. No, zawinęłyśmy się w pół minuty. Obawiałyśmy się ciut jak psy zachowają się tak wyrwane z jedynego znanego sobie miejsca, w aucie. Bez powodu, dziewczyny nas zadziwiły już po przekroczeniu progu domu. Była radość nieustająca.

Dzisiaj odbyło się zapoznanie ze stadem w dt fundacyjnym. Szczeniara ciekawska, z dużym zapasem niespożytej energii, spoko, będzie dobrze. Ale jak psia babcia po przejściach się zachowa? Pięknie! Babcia też z ciekawością i serdecznością podeszła do nowych przyjaciół. Teraz musimy zadbać o ich urodę i kondycję, może troszkę oswoić ze smyczą i królewnom poszukać fajnych rodzin.

Dostaliśmy właśnie informację, że w wiosce sensacja i radość, że wreszcie psy odebrane. Widać więcej ludzi ma tam serce na właściwym miejscu.

Bardzo potrzebujemy Waszej pomocy w zapewnieniu psiakom podstawowej opieki: na początek opieki weterynaryjnej, odpchlenia, odrobaczenia i oczywiście karmy.
Można przynieś lub wysłać karmę na adres Fundacji
ul.Wojska Polskiego 47, 89-400 Sępólno Krajeńskie

Prosimy Was również o tak potrzebne wsparcie finansowe:
Konto: Fundacja Psie Nadzieje nr 95 1160 2202 0000 0002 4135 9635
Z dopiskiem: cele statutowe/psy z kontenera
PayPal: psienadzieje@gmail.com
Za każdą wpłatę bardzo dziękujemy 🙂